wtorek, 3 stycznia 2017

Happy New Year

Przyszedł Nowy Rok. Chciałabym zacząć go dobrze, może bez listy postanowień, ale z dobrym nastawieniem. Pewne kwestie, które wydawały się skończone – zakończyć już raz na zawsze, wejść w nowy etap już całkowicie oficjalnie. To nie jest łatwe zadanie, żeby przestać wreszcie odwracać głowę do tyłu – to chyba każdy wie.
W moim życiu jest teraz dość specyficzny czas. Ten rok który właśnie się skończył – był rokiem całkowitych zmian. Końcówka liceum, której już prawie nie pamiętam bo tyle było roboty z którą całkiem nie nadążałam, potem matura i najdłuższe wakacje życia, podczas których człowiek zdał sobie sprawę, że może trzeba będzie powoli brać odpowiedzialność za siebie, pierwsza poważniejsza praca (już nie jako niania na parę godzin, za parę groszy) i studia. A oprócz tego te diametralne zmiany w rodzinie, bo o ile do tej pory zawsze cieszyłam się, że wszyscy dziadkowie żyją spokojnie i mają się dobrze – ze świadomością, rzecz jasna, że to nie może trwać wiecznie – to teraz jak na komendę wszyscy praktycznie są w stanie opłakanym i można już jedynie ręce rozłożyć. I płakać.
Dlatego Nowy Rok przywitałam z ulgą. Być może to śmieszne – bo przecież nic się tak naprawdę nie zmieniło, oprócz paru cyferek na kalendarzu. Ale to chyba chodzi o taka psychiczną świadomość, że może coś się skończyło – coś się zaczyna nowego. Pewien etap. Bo rok to jest pewien etap, taka prawda. Tak jak tydzień, czy miesiąc.
Postanowiłam nie planować nic konkretnie, nie robić żadnych list, na które potem popatrzę w lipcu i stwierdzę, że:
- albo całkowicie rozjechały się moje plany z rzeczywistością
- albo te plany już mnie w sumie nie dotyczą.
Tak jest ze mną – bo jestem osobą naprawdę mocno dynamiczną. Często zaczynam coś i nagle nie kończę, bo wydaje mi się, że znalazłam coś bardziej ciekawego. Dlatego planowanie długoterminowe na razie mi nie wychodzi – ciągle podejmuje spontaniczne decyzje i w zasadzie nie boję się większych zmian.
Zatem czego oczekuje po nowym roku? Co na pewno chciałabym zrealizować?
- Chciałabym się utrzymać na moich studiach.
- Zacząć czytać więcej książek.
- Zmotywować się do zdrowszego trybu życia.
- Znaleźć prace na weekendy.
Takie mgliste ramy, które można rozumieć na milion sposobów. Na które patrząc za pół roku nadal będę mogła z sobą utożsamiać i na tym najbardziej mi zależało. Nowy rok to też czas w którym lubię przemyśleć swoje życie, zrobić porządek dookoła siebie – w głowie i na zewnątrz, żeby lepiej się zorganizować. Na nowo posegregować swoje rzeczy.

A wy jak oceniacie miniony rok? Czy był dla was dobry? Macie jakieś konkretne plany na ten rok, który przychodzi? A może jesteście zwolennikami zasady, że na nowy rok nie robicie listy planów – lub wręcz przeciwnie macie już na niej kilka punktów? Podzielcie się swoimi opiniami koniecznie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz