niedziela, 15 stycznia 2017

Studiowanie

Sesja, sesja, sesja.
W życiu nie miałam takiej presji do nauki. A zawsze byłam dobrą uczennicą - radziłam sobie dobrze, tylko matematyka mi nie szła, ale było to do przeżycia. Szczerze mówiąc nawet matura, do której uczyłam się godzinami każdego dnia nawet nie wykańczała mnie tak bardzo. Mam wrażenie, że wszystko, czego uczyłam się wcześniej było ciekawsze - może to mylne złudzenie, ale sprawiało mi chyba większą satysfakcję rozszerzanie biologii niż zakuwanie filozofii do egzaminów.
Pierwszy rok podobno taki właśnie jest - pełny ogólnikowych przedmiotów. Denerwuje mnie to bardzo, bo jestem człowiekiem działania i mam wrażenie że na trzydniowym kursie prowadzenia zajęć pozalekcyjnych dla maluchów nauczyłam się więcej pożytecznych rzeczy niż przez pół roku studiowania psychologii!
A przecież od początku chciałam studiować ten kierunek. W liceum się ta myśl urodziła i kwitła sobie przez te lata. Jak zobaczyłam, że jestem na listach to ojejku - co to była za radość. Dzwoniłam do wszystkich i krzyczałam im do telefonów... A teraz dzwonię do Z., dzwonię do przyjaciółek i może mają mnie już dość, ale czuję się zagubiona na tym kierunku.
W ogóle nie tego się spodziewałam i może to się jeszcze odwróci, bo przecież minie pierwszy semestr już za pare tygodni, zacznie się drugi, zmienią się przedmioty, skończy się logika... Mam wrażenie straty czasu. Jeżdżę na uczelnię i siedzę na tych zajęciach i niczego konkretnego się nie dowiaduje. Ooo - mam informatykę i umiem już prawidłowo napisać pracę magisterską. No i też znam wszystkich filozofów okresu przedsokratejskiego. I żeby dopełnić czarę goryczy to nawet potrafię sprawdzić czy zdanie jest prawdą logiczną.
Tak wiem, że to są właśnie studia, że trzeba zakuwać wszystko jak leci, że to jest psychologia - mnóstwo czytania... Ale myślałam, że chociaż rzucą nam jakąś zajawką. Że cokolwiek na temat człowieka i jego funkcjonowania się dowiem. A tu nic.
Godziny spędzone nad wkuwaniem rzeczy, które szczerze mnie nie ciekawią. Ktoś mi powiedział że tak sprawdzają czy umiemy się uczyć, że jesteśmy wytrwali... Postaram się, bo chcę wiedzieć tyle rzeczy...
Widzę siebie jako panią psycholog - naprawdę! Chciałabym skończyć szkołę psychoterapii, mieć kiedyś gabinet i pomagać ludziom jak tylko mogę. Ale na razie te marzenia są tak odległe, że w ferworze nauki o tym, jak zrobić jakąś tam skomplikowaną funkcję w Exelu zapominam po prostu do czego to wszystko prowadzi... I motywacji po prostu brakuje.
Studiujecie? Przychodzą wam też takie momenty zwątpienia?

2 komentarze:

  1. Nie studiuję, dawno mineły te czasy..ale gdybym cofnęła czas? szkoła jak najdłużej, najlepszy czas w życiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, wiadomo :) Ja ogólnie lubię ten czas, ale kiedy nauki jest tak dużo dopada mnie zwątpienie... Ale już po pierwszym egzaminie, więc jestem pozytywnie zmotywowana :D

      Usuń